wtorek, 31 maja 2011

The Lords of the Rings

Dziś o piątej rano naszego czasu rozpoczyna się finałowa seria rozgrywek o pierścienie mistrzowskie NBA. Na parkiecie spotkają się znienawidzeni przez wielu Miami Heat i jak się wydaje będący w znakomitej formie, ale nieco nudni Dallas Mavericks (nie liczę tu ich serii trójek, które potrafią rzucać). Osobiście nie kibicuję żadnemu z tych zespołów choć pewnie i tak jedną z pierwszych rzeczy jakie zrobię jutro po przyjściu do pracy będzie sprawdzenie wyniku. Nie o tym jednak rzecz, to o czym miałem napisać to zawodnicy, którym pomimo swoich wysokich umiejętności i nierzadko towarzystwa innych znakomitych graczy, nigdy nie udało się zdobyć tytułu mistrza ligi wraz ze swoim teamem.

I tak oto skompilowałem następującą listę:

Shawn Kemp
Tim Hardaway
Chris Webber
Dikembe Mutombo
Reggie Miller
Dominique Wilkins
Patrick Ewing
Charles Barkley
Karl Malone/John Stockton
Allen Iverson

Dirk Nowitzki
Jason Kidd
Steve Nash
Tracy McGrady
LeBron James
Vince Carter
Kevin Garnett           

Jak widać skupiłem się tylko na jakichś ostatnich +/-20 latach i podzieliłem zawodników na tych, którzy karierę w NBA już zakończyli i tych, którzy mają jeszcze szansę na “cygaro i szampana” w szatni. Rzuca się w oczy fakt, że większość niedoszłych mistrzów z tej listy stanowią raczej ofensywni i duzi zawodnicy, ale taka jest chyba po prostu specyfika (nie tylko) tego sportu, tacy gracze mają teoretycznie największą szansę na osiągnięcie sukcesu.
Jeśli chodzi o moje osobiste refleksje w tym temacie to muszę przyznać, że uważam, że najbardziej zasłużyło sobie z tej listy na puchar Dynamic Duo z Utah, chociaż nigdy nie byłem ich wielkim fanem (delikatnie mówiąc). Niestety dla nich, w tym samym czasie grał nie kto inny jak sam MJ, który jak powszechnie wiadomo lubił dominować grę. Kierując się osobistą sympatią, chętnie zobaczyłbym pierścienie mistrzowskie na palcach Kempa, Webbera, Millera i Barkleya.
Wśród wciąż aktywnych graczy najbardziej poszkodowany jest chyba KG, który przeszedł naprawdę długą drogę z Minnesoty do Bostonu. McGrady i Carter, mimo że nie mieli astronomicznych liczb w statystykach, to dzięki swojej widowiskowości z pewnością nigdy nie zostaną zapomniani. Nowitzki, Kidd i James mają zatem o co powalczyć w zaczynającej się dziś serii, zwłaszcza że żaden z nich nie staje się młodszy, a nowe pokolenia graczy będą wykorzystywać każdą okazję do wbicia im nad głową wściekłego dunka. Póki co z tej trójki jestem tylko za Kiddem...

0 komentarze:

Prześlij komentarz