W Los Angeles rozpoczyna się właśnie sześćdziesiąty NBA All Star Weekend, póki co bilans meczy pomiędzy konferencjami wynosi 36-23 na korzyść Wschodu. W tym roku ich szeregi zasila aż 7 zawodników z dwóch w zasadzie najlepszych obecnie drużyn ligi czyli Miami i Bostonu (James, Wade, Bosh, Allen, Pierce, Rondo, Garnet). Poza tym na środkowej pozycji wystąpi świetny obrońca i prawdopodobnie najlepszy w tej chwili center Dwight Howard, a także widowiskowy rozgrywający Derrick Rose. W ekipie Zachodu pojawią się między innymi najlepszy obecnie strzelec ligi czyli Kevin Durant z Oklahoma City (jak na ironię, trzech kolejnych graczy w tej statystyce wyjdzie w pierwszej piątce Wschodu), występujący po raz 12 w meczu gwiazd Bryant, oraz dwóch ciekawych debiutantów all star game.
Pierwszym z nich jest objawienie tego sezonu w postaci Blake'a Griffina, który z pewnością znacząco pomógł Clippersom wspiąć się w tabeli chociaż odrobinę wyżej, a już na pewno przyciągnąć więcej kibiców do hali. Drugim jest zastępujący kontuzjowanego Yao Minga (jakoś się z tego powodu cieszę) Kevin Love z Minnesoty. Z sezonu na sezon radzi sobie coraz lepiej znacząco podnosząc średnie zdobytych punktów, zbiórek asyst i poprawiając skuteczność rzutów. Stawiam na zwycięstwo Wschodu i to że MVP dostanie Rose lub Lebron ze wskazaniem na tego pierwszego.
Konkurs wsadów rozstrzygnie się moim zdaniem między Griffinem a DeMarem DeRozanem. Trudno jest już w tej dziedzinie wymyślić coś wyjątkowo nowatorskiego, ale z racji tego że obaj są bardzo skoczni, może pokombinują z użyciem pomocniczego zawodnika lub odległością od obręczy.
Jeśli chodzi konkurs trójek, fajnie byłoby gdyby Ray Allen przypieczętował niedawno zdobytą pierwszą pozycję na liście zawodników z największą w historii liczbą trafień z odległości, wygrywając go. Póki co w tym sezonie jest trzeci pod względem skuteczności za trzy, a dodatkowo będzie musiał się zmierzyć z obrońcą tytułu i swoim kolegą z drużyny Paulem Piercem.
LET THE GAME BEGIN!
0 komentarze:
Prześlij komentarz